Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 243 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


dawno mnie nie było

sobota, 10 stycznia 2015 22:37

Wiem, że nikt już mnie nie pamięta, ale czasem trzeba wrócić do źródeł. Jakoś jest mi do kitu nie potrafię się tu odnaleźć. Chyba już nie dam rady wrócić i pisać o tym co jest i było. Chyba nie mam weny 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

No ale co tam

sobota, 05 stycznia 2013 1:09

U mnie problemy chodzą stadami jak zwykle !!!..i to jak zwykle w największą   rozpierduchę czyli przed świętami. Karusia w wyrku własnym w środku nocy stopę połamała, ale tym razem drugą, bo z rok temu była prawa. Spędziliśmy od czwartku do niedzieli rano w szpitalu a w poniedziałek święta ,ale co tam jak się bawić to się bawić. Po świętach Nastka nas zazngażowała, bo nerka jej się odezwała. Ja jak zwykle przed świętami jestem głęboko w pracy i kiszka więc wszystko spadło na głowę Ślubnego, bo ja siedziałam w pracy. Nowy rok spędziliśmy we Wrocławiu, czyli przed telewizorkiem i w świętym spokoju. Postanowień nie robiłam, bo jakiś tam śmieszny gostek w tv stwierdził, że robią je ludzie słabi i co roku to samo czyli nic, dlatego zlałam  postanawianie, bo silna jestem jak qń i nic mi nie jest straszne, nic nie musżę , bo taka świetna jestem. Piękna, zgrabna i powabna, a jak komuś coś nie pasi, to przepraszamy za usterki i fora ze dwora albo misia w papier proszę, żeby nie pobrudzić. Kocham życie i przyjmuje je jakie jest. Trzeba się cieszyć tym co się ma, nawet problemami, bo inni mają większe. Pozdrowionka wszystkim na ten nowy rok. Niech się daży, niech się smaży, niech się piecze i nie ciecze.


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Przeszłam samą siebie

piątek, 19 października 2012 15:09

Dałam po całości. Mój Slubny pojechał na egzamin ja zaś miałam odebrać dziecko nasze, ze szkoły. Pojechałam, więc pod szkołę, poszłam powiesić na tablicy ogłoszeń kartkę z koncertem, a kiedy wróciłam do koleżanki i otworzyłam paszcze  ta patrzyłam na mnie jak by ducha ujrzała.Spojrzałam na nią pytająco, a ta ksztusząc się ze śmiechu rzekła- ej mała tam stoi twój mąż.

-co???? 

-No!!! odwróć się to zobaczysz- no to zrobiłam obrót i stanęłam jak wryta. Dosłownie dwa metry ode mnie stało moje szczęście z paszczą rozwartą ze ździwienia. Mowę mu dosłownie odebrało, a ja chcąc ratować sytuację dałam Mu całusa na zgodę i przeprosiny za  razem. Nie wiele to jednak pomogło, bo odzskawszy władze nad strunami głosowymi rzekł mi - pięknie kurde !!!! Stoje tu i czekam grzecznie aż wrócisz,a ty patrzysz na mnie idąc w naszą stronę i co robisz??? nie widzisz mnie. Mijasz i odwracsz się do mnie tyłkiem i nie mów mi, że mnie nie widziałaś, bo za cholerę w to nie uwierzę. 

- Kochanie moje ja naprawdę nie oglądam się za facetami , przecież wiesz??? I naprawdę nie zauważyłam cię, bardzo mi przykro.- Całe szsczęśćie przyszła córa i przerwała tę zaczynającą się właśnie przepychankę słowną. Raz się na coś dziecko przydało. Pojechaliśmy do domu każdy autem swym, a ja po drodze się zastanawiałam co mam powiedzieć oprócz przepraszam, by uzmysłowić mojemu facetowi, że go kocham a nie olewam, i że naprawdę go nie zauważyłam. Jednak Kiedy dojechaliśmy do domu Miśkowi przeszły nerwy, ale złośliwością i nabjanką ze mnie nie było końca. I naprawdę nikt nie chce wierzyć, że nie zauważyłam zwyczajnie męża mego jedynego. Do tej pory dałabym sobie łepek uciąć, że tylko za kółkiem nie widzę ludzi, ale teraz to już muszę całkiem paszczę zamknąć jak mi znajomi mówią, że ich nie widzę. Zastanawiam się nad sobą czy całe życie taka byłam, czy to teraz tak na starość mi sie porobiło???? Acz jak se przypominam to zawsze mi  koleżanki mówily, że ten czy tamten się na mnie gapi albo uśmiecha, a ja oczywiście nic nie widzę. Zastanawiam się nad samą sobą, pzrecież to nie wzrok szwankuje, bo okulary mam, więc co ???? O co tu chodzi???? Idę i nie widzę, patrze i nie widzę, ale to wnerwiające. Mnie to wnerwia, a co dopiero ludzi. No to czas pomyśleć nad sobą. Nie można tak żyć, żę nie widzi się swego męża 2 metry od siebie, bo w gruncie rzeczy to żadne wytłyumaczenie, że nie muszę się oglądać za innymi facetami, bo mi wystarcza. Jeja sama nie wiem co tu z sobą począć, bo to silniejsze ode mnie. Nie pierwszy taki numer w moim życiu, ale jeszcze takiego sztosa nie wykonałam. Nie ogarnęłam dwóch metrów przestrzeni, a śmiałam się z mojej Mamy, a jestem identyczna. Chorobcia nie daleko pada jabłko od jabłoni. Koniec świata jak można własnego męża nie poznać???? Jedyne usprawiedliwienie, że się Go nie spodziewałam w tym miejscu i czasie i że odwalony był jak szczur na otwrcie kanału. Sytuacja jak w kawale o Icku co to prosił Boga o kasę, a jak ją już zdobył to se poszedł zrobić nową twarz i kiedy wybiegał szczęśliwy z kliniki zabił go autobus. Idąc do nieba pyta Icek Boga czemu mu to zrobił??? No co Bóg bo cię nie poznałem. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zum

sobota, 22 września 2012 15:05

Zum to zapalenie układu moczowego. Nie mogę wyleźć na prostą. Każde brane leki powodują nawrót choroby. Zasada jest prosta, ciąle pędzi cię do miejsca gdzie król piechotą chodzi,a tam jest czarna rozpacz bo trzeba się wysiusiać. Mam ochotę w tym momencie obgryzać umywalkę. Piecze, swędzi i sama nie wiem co jeszcze, boli dól brzucha , lędżwia i reszta. Nawet nery. Cholery można dostać. Troszkę chłodu i masz wrażenie, że rozpadniesz się na kawałeczki tak boli. Antybiotyki przynoszą ulgę na czas kiedy je bierzesz, a później zaczyna się od nowa. Normalnie można oszaleć i ja jestem właśnie blizka tego stanu, ale cóż trzeba iść do pracy. Nikomu nie życze tego paskudztwa, bo uciążliwości tego stanu jest więcej, ale ja już nie mam czasu o tym pisać , bo muszę zbierać swą szlachetną XXXXL do pracy. Miłego weekenu wszystkim życzę. Tak nie wiele chcę tylko być zdrowa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

milczenie

poniedziałek, 17 września 2012 14:34

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem.... .Tia jestem jak król Midas. Wszystko mozna przemilczeć, tylko na cholere mi tyle złota????? Ech!!!! Można wszystko tylko trzeba wiedzieć jak i mieć siłę, by to zrobić, a ja jestem pozbawiona wszelkiej mocy sprawczej. Nie lubię takiego stanu. Nie lubię siebie samej w takim stanie, ale w końcu się pozbieram. Nie ma nic stałego wszystko się zmienia, czas to najlepszy lekarz. TYlko czy wszystko można przemilczeć ???? Czy można zacząć od nowa????? Ech  nic nie wiem tyle pytań i żadnej odpowiedzi. Trzeba posiedzieć na skórze, a nóz coś z tego wyniknie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Nie śmiej się z wyborów męża swego, bo jesteś jednym z nich

czwartek, 30 sierpnia 2012 21:57

Miałam napisać o tych z Marsa, ale jakoś tak mało jestem nimi zainteresowana, w mieście oglądam się za laskami, więc mi trudno, a o moim własnym domowym gościu z Marsa piszę z nutą rozżewnienia i miłości, dlatego obietywnie być nie może. Zwłaśzcza, że dnia dzisiejszego rozbawił mnie do leż. Złoty jest mój Miałżon. Nie reformowalny. Zakłada se różne konta w celu ułatwienia życia sobie, co ja w pełni popieram, bo lenistwo to święta rzecz. Jednak taki głupi fakt jak nowa karta płatnicza rozwala Marsowicza na drobną kaszkę. Sposób jest prosty mąż mój zakładając konto musi podać hasło i wszystko jest w porządku póki nie ma zmian, a jak po roku jest zmiana to jest problem, bo Marsowicz zapomina hasła i zaczyna się jazda bez trzymanki. Nie wiem czy kiedyś próbowaliście odzyskać zapomniane hasło, bo mój złoty szukał możliwości wejśćia przez godzinę i gucio z tego wyszło, a teraz czeka na hasło, które mają przysłać mailem. Zobaczymy jutro jak nie będzie mógł dalej się tam dostać ,to będzie dzwonił. No i będzie jazda po bandzie. Po czym znów do nowej karty wszystko będzie dobrze i znów zapomni hasła i znów bedzie pełne szaleństwo ale co tam i tak go kocham, bo ile mi daje powodów do radości to tylko ja jedna wiem. Nie potrafię się na niego wściekać za takie rzeczy, ale podokuczać mu mogę, a i pośmiać się mogę do łez kiedy to się staje normą przez lata. Mój mąż założył konto na wp i mi wpierał ,że tylko jedno, ale córa mu przypomniała, co najmniej dwa hasła. Nie mówiąc o skype i innych takich. Ponalewałyśmy się z Nastką, że teraz jak Tatko założy coś to hasło musi podać Nastce, bo Ona pamięć ma jak nikt do takich rzeczy. Najlepiej nic niech nie chowa przed żoną, bo tak to chodziasz żona znajdzie, a jak schowa bez widzy nikogo to tak jak by wyrzucił do śmieci, albo spalił, nic i nikt już tego nie odzyska i tym sposobem mnożą się Mu loginy, hasła i zamiast coraz łatwiej ma chłop coraz większy zgrzyt i coraz bardziej mnie bawi, ale jak napisałam w nagłówku, jestem jednym z wyborów mojego Pana ,więc lepiej już się zamilknę, bo w końcu będę musiała o sobie zmienić zdanie,do czego mi się nie pali zupełnie. Myślę o sobie dobrze i niech już tak zostanie, bo nie mam zamiaru się stresować. Poprostu pogodziłam się z tym co nieuniknione, bo jeśli się urodziłeś to musisz umrzeć i przejść cykl życia, że wszystkimi obstrukcjami, czy Ci się to podoba czy nie. I tylko od Ciebie zależy czy przejdziesz przez to wszystko w miarę normalna czy poprostu zwariujesz, a może szlak Cię trafi już na początku tej drogi, czego nikomu nie życze


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Z kąt się biorą dzieci???????

poniedziałek, 27 sierpnia 2012 2:55

Każdy z nas kiedyś zadał to pytanie. Każdy z nas pamięta apsurdalną odpowiedż starszej osoby, żeby zbyć małolata. I tak mój Ślubny został znaleziony w kapuście, a ja zostałam przyniesiona przez bociana. Moje córki były uświadamiane od razu bez zbędnych ceregieli i nie powiem przygotowywałam się do odpowiedzi na to zasadnicze i bardzo trudne pytanie. Nastce wyjaśniłam używając trudnych naukowych zwrotów. Myślałam że mam z głowy, bo nie miała, żadnych pytań. Jakież było moje zdziwienie kiedy zostałam wezwana na dywanik do dyrektorki przedszkola i z lekka obsobaczona, że jak mogłam tak się zachować i inni rodzice mają problem, bo dzieci wyjaśniły im wszystko bardzo naukowo. Co się okazało Nastka zapamiętała wszystko i uświadomiła całą grupę. Reszta panienek też została objaśniona, ale już nie było takich sensacji. Moje wnuki zaś wiedzą że rodzice mają czarodziejską różdżkę i dlatega są dzieci. Kurcze wszystko się zmienia, ale jedno pozostaje stałe zawsze Młode dostaje jakiś kit. Kiedyś bocian i kapusta, a dziś różdżki.  Dziś już w zasadzie nie mam  problemu pochodzenia potomstwa, bom już wyrosła, ale ciągle mnie bawią pomysły rodzicieli, by mieć z głowy trudne pytania. Zawsze taki młody człowiek ma u mnie wielki szacunek, bo to dzibli wiedzą co będzie jak wyrośnie. Traktuje go poważnie i kiedy pyta odpowiadam w najlepszej wierze i według całej mej wiedzy jaką posiadam w głowie, a jak jej brakuje to wysyłam delikwenta do odpowiednich lektór, co moje dzieci wszelkie doprowadza do szewskiej pasji kiedy rżne głupa, że nie wiem, a wiem, ale chce je zmusić do kożystania z materiałów żródłowych różnej maści i gatunku. Przeraża mnie fakt, że najczęstsze materiały to komp i google. Ech!!!! Zmienia się ten świat i to wcale nie po mojemu, bo co książka to książka, ale co Wisły kijem nie zawrócisz. Trzeba przywyknąć i iść z duchem czasu, bo nie ma innego rożsądnego wyjścia. Wszystko jest elektroniczne: poczta, książka, encyklopedia, słowniki i tylko snobizm popycha mnie by mieć w domu książki i  je czytać. Dzięki temu moi kochani autorzy mogą pisać kolejne fajne książki, a jak ktoś mi mówi, że książki drogie to się zastanawiam, a wódka i fajki są tanie???????


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

wymądrzanki

piątek, 24 sierpnia 2012 13:16

Napisała Kobieta na blogu swym, że my kobiałki lubimy narzekać i żyjemy po łebkach. No i racje ma, ale nie do końca. Słonko,  życze Ci żebyś nie usłyszała jak narzekają faceci, bo to już jest żenada. Silna płeć a marudzą jak ostatnie pipole. Jak byś wiedziała co ich zmusza do jęczenia to byś siadła, nam z takich powodów nie przyszło by do głowy narzekać. My narzekamy na nich, a oni na nas to mamy w standarcie. Jednak jak się dłużej nad tym zastanawiam to ja też narzekam, jęcze jak stara pipa, ąż mnie samą to drażni. Nie miałam pojęcia jak bardzo potrafię narzekać dopóki nie przelałam tego na papier czy bloga. Kiedy przeczytałam to już tak bez emocji to aż mnie zatkało, że jestem taka zgryźliwa i zniesmaczona. Jednak czasem trza se ulać żółci,ot tak dla zdrowotności. Co mnie najbardziej rozbawia, że to wszystko zależy od tego  jak to jest w naszym życiu. Jeśli muszę iśc do pracy, muszę ugotować obiad, muszę wyprać, wyprasować to jestem nie happy. To mam powód do marudzenia i ociągania się i wyrzekania jak mi w życiu źle i jak to mnie nikt nie kocha, a ja taka kochana dla wszystkich i taka nie doceniona i nikt mnie nie szanuje. No masakra jakaś i nic mnie nie cieszy. Jeśli jednak chcę isć do pracy, wystkocze na żakupy, zrobie rodzince niespodziankę i ugotuje coś pysznego, by ukrzywdzić ich podając miche do woli czyli z górką na talerzach,a oni jedzą aż puchną i jedyne co są w stanie to zaturlać sie na kanape to jest inaczek. Jadaczka ucieszona, a ja nie mam powodów ujadać jak mi nie halo!!!!! Żeby nie narzekać trzeba w życiu mieć dystans do wszystkiego i tak zwany złoty środek czyli równowagę międy tym co muszę a chcę. Kiedy Muszę dominuje w życiu to powodów do narzekania jest milion, a kiedy chcę to dopada cię euforia i wszystko idzie jak z płatka. Poprostu na pstryk, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A propos różdżki to moja najstarsza córka posiadając dwóch synów stwierdziala ostatnio, gdy chłopaki złożyli zamówienie na siostrę, że tatusiowi się różdżka zepsóła i nie będzie dzieci więcej w tym domu, a kiedyś to się mówiło, że trzeba poczekać na bociana. Jak te czasy się zmieniają. I to wcale nie jest narzekanie tylko, tylko takie sobie odejście od tematu, do którego już wracam w podskokach. Dlatego jak nie zadbamy same, by nasze życie skonstruowane było z rzeczy i spraw, których chcemy to żawsze znajdziemy powód do rzarzekań na otaczającą nas rzeczywistość. No i czasem lubimy sobie popomstować ot tak dla zagajenia rozmowy o pierdołach, bo często to taka gra wstępna i głupio się przyznać, że złamany paznokieć czy 30 kg nadwagi to jedyne co nas nurtuje, a resztę to mamy w głębokim poważaniu, ale boimy się wyjść na puste lale, bez głębszych uczuć.Czasem same siebie karzemy za to, że jest nam dobrze i boimy się ludzkiej zawiści, dlatego narzekamy, by upodobnić się do reszty, bo jak się wpadło między wrony trzeba krakać jak i ony. Kobiełki jak nie mają problemu to im się wydaje, że już nie są pełnowartościowe taki system ten  z Wenus.

P.S.Jak se będę chciała zrobić wrogów to napisze o systemie tych z Marsa ,co z nimi jest nie tak, a przysiegam, że są dobrzy,możemy wiele się nauczyć jeśli chodzi o narzekanie


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Straszna kuchnia

czwartek, 23 sierpnia 2012 15:17

Kurza muzyka trzeba zrobić objad. Ja nie chce!!!!! Fuj!!! gary,srary, dupary. Odwykłam. Mąż mój ślubny gotował przez trzy lata, a teraz poszedł do tyrki i zostałam z tym sama. Ałłłłłłłuuu!!!!!! Ja nie mogę nic znaleść, czuję się zagubiona w akcji, potrzebuje wsparcia, a tu z nikąd pomocy. I na dodatek pytam grzecznie co by zjedli, a oni co całe menu z knajpy kategorii S. Zgłupli do reszty!!!!! Nic to jest jeszcze bidżis, więc albo jedzą, albo nie.... Hihihi!!!! Rączki mają niech se coś zrobią, duże są laski moje, a Misiek jak wróci z roboty to zje wszystko, nawet 3 dzień pod rząd bidżs ,ja jadłam i żyje oni też mogą. No to kuchnia z głowy, a ja pójdę luli, bo wczoraj popylałam 10 godzin i dziś rano i jestem lekko zaorana. bolą mnie wszystkie stawy i reszta cielska też, więc należy poleżeć odłogiem tak dla zdrowotności. Nie wiem co się ze mną dzieje nie mam na nic siły oprócz pracy??? Ja tak nie chce. Moje życie to praca i praca i praca... . Jestem stara,  zmęczona, gruba. Jestem egoistką myślę tylko o sobie. W przyszłym tygodniu mam urlop, ale jeszcze trzy dni pracy ja chyba ducha wyzionę. Pracowałam całe lato i widzę, że jadę już na oparach. Padam na twarz, askrzecząca rzeczyswistość przygniata mnie jak zwalone drzewo. Jeszcze tylko trzy dni i będę wolna na siedem dni i pewnie minie jak z bata strzelił i znów to samo, praca, praca ,praca. Do dupy to wszystko.

P.S. O polityce to mi się nawet gadać nie chce, bo same bzdury, a swoją drogą, pijanego rowerzystę po drugim razie do pierdla na 8 miechów, a aferzystę 6 wyroków pod rząd i nie ma recydywy i nie posadzą. Dziwny jest ten polski świat. Już nie mówiąc o tym, że Kora na trzy lata do pierdla pójdzie, a Pancio co 80 banieczek skubnął piątkę max może dostać. No, ale to POlska właśnie, gdzie wszystko na głowie stoi. Jak tam żyć?????


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

wieści gminne

czwartek, 16 sierpnia 2012 15:10

Och ! Życie jest poplątane i pokręcone. Wczoraj nie chciało mi się schylić po 1 centa, bo się spieszyłam, bo wiedziałam, że nikt się po niego się nie schyli, bo grzbiet mnie bolał i  tak mogę mnożyć wymówki, ale mój Tatko zawsze mówi jak widzi grosza, że należy go wziąć, a podnosząc go dodaje wagon takich drobnych poproszę. Zawsze mnie to śmieszyło, ale wczoraj jak na potwierdzenie tej tezy w pracy na przerwie pobiegłam po coś dla łysego, bo orkiestra marsza grała i jak na złość zabrakło mi właśnie tego grosza. Dobrze, że Pani była uprzejma i powiedziała, że mi wierzy i mogę donieść, później. POgnałam schyliłam się po tego grosza i oddałam, ale siara 1 grosz, a ile wstydu. gdybym od razu go podniosła nie musiałabym się wracać, a tak co trza było podrałować w te i nazad, mimo, że nogi w zakończenie pleców mi wchodziły ledwo płetwy było widać.  Ech ! Taki peszek i nauczka, że trzeba zginać grzbiet, nawet po 1 cencika.

Karusia poszła z Bonzem na wioche i kundel się uniósł i nadpoczął smarkatą. Trzeba było kupić, kaganiec dla agresora. Pies nie cierpi dzieci, a  dodatkowo mnie zaszokowało znał wcześniej to dziecko i nie było problemu. Młoda nie była wprawdzie mocno pogryziona, ale zastrzyk musiała wziąć. Karusia tłumaczy, że prosiła dziewczynki, żeby nie podchodziły i nie piszczały, bo pies się boi i może ugryść, wszystkie posłuchały tylko ta jedna olała i podeszła. Mała stwierdziła, że psa należy uśpić, ale Jej mama okazała się bardzo mądrą kobietą i wypytała Karusie jak to się stało. Po wysłuchaniu obu wersji i jeszcze paru będących z Karusią koleżanek stwierdziła, że wina leży po stronie Jej córki, bo pies był na smyczy, a właśćiciel prosił o nie zbliżanie się, wprawdzie Mała twierdziła, że nie słyszała, ale wszyscy ją prosili i nie mogło być to prawdą co twierdziła uparcie. Sprawa skończyła się ugodowo, ale dziecko zastrzyk dostało, a pies dostał sprzęt blokujący paszcze już na zaś. Pan weterynarz stwierdził, że pies w prawdzie nie wygląda na swoje lata, co mnie bardzo ucieszyło, ale ma koło 8 lat i już się starzeje, a biorąc pod uwagę, że jset ze schroniska to mogą się zdarzać różne rzeczy, bo nie wiemy ile złego przeżył w młodości, a i wnuki dołożyły swój kamyczek do ogródka, wsprawie nie kompatybilności kundla ze szczeniakami.

Bydle było u Veta i okazało się, że waży 32,5 kg. Vet skwitował, że za duzo, ale co nic nie zrobie teraz, bo głodzić go nie będę

Bydle od powrotu po3 tygodniach dziewczyn z PLu faktycznie zrobił się nadopiekuńczy w stosunku do nich, broni ich aż do przesady. Mam nadzieje, że Mu przejdzie, bo inaczej mamy kłopot.

Ślubny dostał pracę na trochę, jeszcze się nie cieszę, żeby nie zapeszać.

Karusia będąc w PLu dowiedziała się, że ma 2letniego przyrodniego brata,a ponad to chrzesna jej zameldowała, że Ona zerwała kontakty z ojcem, co Młodej zagotowało krew w żyłach, lecz wrodzone bycie damą pomogło nie rzucić wiązanki ciepłych słow pod adresem śmiesznego faceta ,który w jej papierach stoi jako ojciec. Chrzesna zaczęła tłumaczyć dawce spermy, a brata swego, że on się pomylił i nie mógł napisać tego co napisał ,a ona duża jest i rozumieć powinna, że on ma nową rodzinę i sam na nią pracuje, a przecież alimenty płaci od 15 lat te same i nawet dawcy spermy nie przyjdzie do głowy, że  jak pójdę do sądu to dostane odrazu 3 razy tyle, ale walec mu strój. Niech się nażre biedak tylko komornik Mu uświadamoił dawno, dawno temu co będzie jak nie będzie płacił z dobrej woli po wyroku, ale przecież jaki on świetny, zabierał ją na wycieczki. Wielka mi wycieczka na jedno popołudnie, i nawet buty jej kupił. Karusia stwierdziła na koniec wywodów ,że jak tylko osiągnie pełnoletność to se zmieni nazwisko, bo nazwisko dawcy ją uwiera, coraz bardziej, a posiadanie tego samego nazwiska co on jest dla niej rzeczą wstydliwą i nie ma zamiaru się przyznawać do rodziny dawcy bliższej i dalszej też. Moje dziecko właśnie oddcieło pępowinę i sama nie wiem czy mnie to cieszy, ale faktycznie Karusia duża Kobieta jest i podejmuje decyzje co do posiadania dwóch Tatusiów, bo od nadmiaru głowa nie boli, ale chyba nie do końca. Cieszy mnie jedno, że dziecko me mego obecnego partnera traktuje jako tate swego jedynego i najlepszego pod słońcem, a to już miła dla mnie nowina jest. 

Robota mnie wnerwia, ale nie ma szans na nową więc trza dbać o tę co jest. Ząbki zacisnąć i uśmiechać się radośnie do wszystkich. Wchodząć więc do budynku przyklejam uśmiech firmowy numer pięć, a myślę co se chce i nie będę przelewać tego na papier, bo wprawdzie cierpliwy, ale nie aż tak. Pozdrowionka dla Wszystkich


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Seksu naszego powszedniego

piątek, 03 sierpnia 2012 13:57

Seksu naszego powszedniego daj nam..... . Ech już pare razy kasowałam ten wpis, ale ciąle mi to siedzi w tyle głowy.  Jak się to zaczyna???? Najpierw facet nam się podoba,zwraca naszą uwagę. Później następuje zapoznanie. Następnie są spotkania gdzie ty udajesz zainteresowanie, a on pręży mięśnie. Najpierw knajpki kino, ale po jakimś czasie to wszystko jest za mało. Jakieś delikatne dotknięcie. muśnięcie już nie wystarczy. Szukacie ciszy, gwar wokół  was zaczyna przeszkadzać to znak, że fascynacja pcha was w jedną stronę w stronę fizyczną. Wszystko już obgadane a teraz coś korci by spróbować smaku jego ust. No i w końcu jest ten pierwszy pocałunek w czasie, którego wszystkie landszafty znikają, świat się kręci, a my z nim. Czas fascynacji zamienia się w czas seksu. Kiedy partner jest jak połowa jabłka to wasz seks jest jak wulkan czy lot na księżyc. Potrzebujesz go codziennie, jak tlenu tak seksu. Nie ważne jest miejsce i czas, ważny jest on, bo jak mówiła moja Babcia to przyjaźń to dwa ciała jedna dusza, a miłość to jedno ciało i dwie dusze. Tak to chęć przedłużenia gatunku pcha nas w swoje ramiona. Nie wiele różnimy się od zwierząt działamy instynktownie, i tym różni się miłość od fascynacji. Pierwszy etap związku to fascynacja, często mylona z miłością. Po roku czy dwóch dopiero okazuje się czy to miłość czy tylko seks. Kiedy seks już powszednieje, ale bycie blisko tej drugiej osoby i dawanie jej wsystkiego co się ma najlepsze do zaoferowania. Bardzo częśto kobiety nie potrafią odróznić miłości od fascynacji przez co cierpią całe życie.  Jednak ja nie o tym. Później jest już ślub i ciąża, seks schodzi na dalszy plan, a jednak więź się zacieśnia. Później rodzi się dziecko i kiedy obydwoje są przytym cudzie to jest coś bardzo wyjątkowego, i nie ma nic wspólnego z seksem. Nieprzespane noce i potomek rozdzierajćy nocną ciszę na pól nie jest dobrym uzupełnieniem do szaleństw seksualnych. Nic a nic. Konkujrencja do cycusia też nie jest zachwycająca dla partnera, a on swoje potrzby ma, a my się spełniamy w zupełnie innym kierunku. Pamiętam, że czas kiedy karmiłam, był tak rozkoszny, że zupełnie nie potrzbowałam niczego więcej w przeciwieństwie do mojego faceta. W końcu młode zaczyna być samodzielne, a my zmęczeni całodziennym ganianiem za nim i pracą i zaś nie ma dobrego czasu na, bopadamy na twarz zaraz po potomku. Po paru latach seksu ciemną nocą kiedy potomki śpią zaczyna się czas kiedy potomki są na tyle duże, żeby siedzieć do późna i znowu mamy problem, a kiedy nie daj boże nakryją nas na tym to są ciężko obużeni i zniesmaczeni, że takie stare i jeszcze, a przecież się kochamy i mamy swoje potrzby. Ciąle potrzebujemy tej bliskośći. Wprawdzie libido już nie to, ale jeśli czuje się to samo do partnera i jeszcze więcej to ciągle chcemy naszego seksu codziennego, ale już bez fajerwerków, ale bardzo za to bardzo wysublimowany i w końcu libido opada i zostaje już tylko czułość taka codzienna zamiast seksu, a jednak to jest piękne, a na razie daj nam dzisiaj seksu naszego powszedniego.... , bo ga lubie i jest mi potrzbny do szczęścia

P.S. Moi Teściowie byli małżeństwem 58 lat i zawsze kiedy ich widziałam byli wobec siebie czuli. Jakieś takie małe drobne cmoktaski gładzenie po plecach. Nie to nie było seksualne, ale jakieś takie czule, piękne... . Chodzenie pod rączkę po zakupy, czy na spacer z psem. Czy tak to jest po tym kiedy już popęd seksualny całkowicie opada??? Czy taka jest prawdziwa miłość. Jak to jest??????


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Po dylematach

czwartek, 02 sierpnia 2012 13:50

Tak nagle mamcia mi uświadomiła, że ja już nie jestem Polką, bo Ira traktuję jak dom i tu czuje się bezpiecznie. W Plu czuje się obco. Czasem tak raz na dwa lata ogarnia mnie nostalgia, ale nawet najkrótszy pobyt wybija mi cheć powrotu z głowy na długi czaas. Teraz jednak stało się coś więcej. Mój ostatni pobyt w Plu nie należał do udanych, nie ze względu na pogrzeb tylko na ludzi, których tam spotkałam. NIe mówię tu o rodzince, bo było dobrze, ale o paniach w sklepie nie uprzejmych i robiących łaskę jak je o coś zapytać czy poprosić, a już szczytem było kiedy podjechaliśmy pod cmentarz,a auto postawiliśmy  na takim wyjeżdżonym placu. I nim jeszcze dobrzezdołaliśmy się z niego wygramolić to podszedł wyżarty samiec w sandałach i białych skarpetkach z pytaniem- popilnować auta????- jego aksamitny głos aż mi skórę na grzbiecie zjeżył. W tym momencie wszystko mi opadło: szczęka, ręce piersi i skarpety. Toż oczy mi wylazły z orbit, postawiłam je na słupkach jak ślimak, kiedy Młody poprosił Ojca o pione. Nie potrafiłam tego pojąc jak można być takim skórkojadem, by żerować na nieszczęściu innych. To narmalna hiena cmentarna. Nie mogłam zrozumieć, że jak zaczęlam głośno kamentować to poproszono mnie o spokój i stwierdzono, że w niedziele to normalne, bo panowie zbierają na poniedziałkowe wino. Dla nich to było narmalne, a dla mnie istny szok. Jak bym zadzwoniła na Gardę to zwineli, by delikwenta i napewno drugi raz, by się nie odważył na taki numer. Nie rozumie skąd w tych ludzi tyle obojętności, nie tych na ulicy, ale tych co żyją z tego, że ja do nich przyjdę i dam im zarobić. Przecież należy się dzień dobry, dziękuje, proszę, przecież to żadna łacha. Ech jestem w ciągłym szoku. Nawet moi bliscy są dla mnie dziwni. Nie rozumie własnej matki. Jestem przerażona. Wyjazd moich córek na tak długo do nich to nie był najlepszy pomysł. Jednak strasznie mnie przeraża to wszystko, jestem inna od nich, nie przemawia do mnie ich tok myślenia, i ten brak zaufania do mnie to zupełna paranoja. Ściełam się z matką wyłaczając skype nie dając jej dojść do słowa. Wnerwia mnie to, że nie rozmawia ze mną tylko po za moimi plecami z moimi córkami i husteczka chawtpowana ją obchodzi, że podrywa mój autorytet w sposób bardzo specyficzny dla niej, ale sama chciała skoro lubi to jej problem, ona poniesie jego konsekwencje. Czy ona nie rozumie, że jej wnuczki są moimi córkami i to ja poniosę konsekwencje nie ona w razie W.... . No dosyć o tym, i tak byłam obcesowa i mam wyrzuty sumienia, ale szczerze przyznam nie zamierzam przepraszać, bo strasznie wnerwia mnie brak tolerancji i to że wszyscy wiedzą wszystko najlepiej, a innych mają za zupełnych ignorantów. W PLu brakuje mi najbardziej tolerancji dla innosci, brak szacunku jeden dla drugiego. Głośne komentowanie złego ubioru co w Ira jest w złym tonie. Wtrącanie się w cudze sprawy co też jest w bardzo złym tonie. Pytanie o pieniądze jest wielkim nietaktem. Jestem bardziej z Ira niż z Plu, bardziej odpowiada mi ich podejscie do życia i otoczenia. Ludzie są serdeczni, ale wycofani tu musisz poprosić o pomoc, a jak się męczysz to Ci pomogą, ale nie komentują wszystkiego z mentorskim tonem. No to mam zły nastrój. Niech dziewczyny już wracają i zapomnimy o Plu na dłużej ciesząc się spokojem. Wyszło na to, że jestem zdrajcą, ale gitara, dobrze mi z tym i tu gdzie jestem. Coraz częściej  łapie  się na tym, że mówię o Ira mój dom, moje miejsce, moja sadyba, ale nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu najmniejszych i gitara. No bo jestem, taka jaka jestem...... 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Zrobić sobie dobrze

sobota, 28 lipca 2012 11:24

Jak by raz w życiu mi wyszło to co sobie zaplanowałam, tak z własnego egoizmu i po to żeby zrobić sobie przyjemność to nie wiem co by się stało. Chyba by był koniec świata, albo jakiś inny kataklizm. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby moje egoistyczne pragnienia się spełniły. Jak daleko moja pamięć zagląda w mroki mej przeszłości to zawsze jest lufa w krzakach kiedy se postanowie zrobić dobrze.Tak i tym razem się stało. Dzieci pojechały do Plu, wywalczyłam w cieżkiej bitwie jak pod Studziankami, wolny weekend, bo przecież środek sezonu urlopowego, a ja jak zwykle w marcu chciałam zabukować urlop i już było po jabłkach. Wybraliśmy sobie miejsce gdzie pojedziemy odpoczać od cywilizacji, gdzie będziemy mieli namiastkę miesiąca miodowego, który nigdy nam nie wyszedł jak długo jesteśmy małżeństwem mimo,że podejść już było parenaście. Miało być pięknie, ogrody na wyspie i foki na morzu. Mieliśmy być tylko my. Pochochzić za łapkę poddając się w urokliwi miejsca w naszą rocznice śłubu i co???? Zamiast tego w wielkim stresie pognaliśmy do Plu na pogrzeb Teścia. Wiedzieliśmy, że jest chory i to już tylko kwestia czasu, kiedy umrze, ale naprawedę nas to wszystko zaskoczyło, nie mieliśmy pojęcia, że tak szybko Dziadek się zabierze z tego najlepszego ze światów. Jak by mało było tego to pojechałam z wirusem, a po powrocie się okazało, że maj już zaatakowane zatoki i płucka. Zamiast miłych chwil i ładowania akumulatorów, był stres i choroba, nie wspominając już o tym, że wyportkowaliśmy się z kasy i nasze plany muszą znów ulec kompletnej zmianie, bo dzieciaki zaraz wrócą, bo rok szkolny za pasem, bo nie mam urlopu dopiero na przełomie sierpnia i września, więc pojechanie do ogrodów mija się zupełnie z celem, bo większość pięknych gatunków, skończy kwitnienie. Siedze sobie i coś mnie w dołku ciśnie taka jakaś złość dlaczego ja tak mam, co ja zrobiłam, że zawsze los mi wytnie jakiś numer, bo to nie pierwsza taka sytuacja kiedy wszystkie plany biorąw łep zosłownie w ostatniej chwili


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Czego Jaś się nie nauczy Jan nie będzie umiał

poniedziałek, 16 lipca 2012 14:18

Jak to opisać to nie wiem, ale wszczorajszy dzień wprawił mnie w osłupienie. Nie potrafię zrozumieć rodziców, którzy nie mają wyobraźni, bo dzieciaki jej nie mają ,bo niby skąd?????  Jednak gdy brak jej rodzicon to już zupełna katastrofa. Kiedy opowiadają mi w formie śmiesznej historyjki, że jego dziecko ogoliło nażyczkami na łyso dziecko sąsiada u nich w domu i wychodzą z założenia, że to nie ich problem tylko jego. to  mnie trzęsie. Co tu kurde jest śmiesznego???? Przecież mogło się to zakończyć prawdziwą katastrofą. Dzięki Bogu nic się nie stało, ale mogło się skńczyć nawet utratą oka.  Jestem ciekawa co by oni powiedzieli gdyby to ich dziecko zostało tak załatwione????? Oj już słyszę to święte oburzenie i inwektywy pod adresem tych ludzi.  Nie rozumię tego wszystkiego, jestem za głupia na to wszystko. Kiedy znajdą czas, by powiedzieć swoim pociechą, że zwierząt się nie maltretuje, bo już im się któryś kot z rzędu wyprowadza z domu, jestem bardzo ciekawa dlaczego??? Ja rozumie, ale oni są zdziwieni. Już zupełna katastrofa kiedy dzieci żebrają, albo domagają się słodyczy i innych rzeczy, bez względu czy u rodziny czy znajomych, nie wspominając o zaglądaniu we wszystkie kąty i po kieszeniach gospodaży. Najbardziej wkurzająca jest wtedy reakcja rodziców, którzy zamiast skarcić to dzieci tłumaczą. Skąd te biedne dzieci mają wiedzieć, że robią źle????? Skoro tego nie słyszą od najbliższych, przecież nikt im nie powie, śerduszka jesteście źle wychowani nie chcemy was tu. Szkoda dzieci, że będą musiały się uczyć na swoich błędach, bo nie wyniosą z domu żadnych wartości, ani zasad ,nie mówiąc o zwykłej kinder sztubie. Jak im powiedzieć, że krzywdzą własne dzieci. Czy mam prawo???? Sama nie wiem...... . Strasznie mnie wpieniają


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

ptasie opowiesci

sobota, 14 lipca 2012 14:54

dzis rano znow mnie obudzil ptasi krzyk, ale tym razem mialam przyjenmosc zobaczyc jak jedena kawka tlucze kocura. caly czas podlatywala wbijajac mu pazury w grzbiet i odlatujac siadala na ziemi i darla sie w nieboglosy. kocur odposcil i umykal w krzaki. Po tym incydencie gdzie razem z mezem stalismy jak zaczarowani w sypialnianym oknie, poszlismy na dol na kawe, otworzylismy drzwi od kuchni i sluchalismy ptasiego koncertu. jak tylko maz zebral sie do szkoly, bo wrocil do szkoly, by zmienic zawod, z czego jestem bardzo dumna, to usiadlam do kompa ,zeby porozmawiac z Rodzicami, bo laski leca do nich juz we wtorek, mamy 20 dni laby. No i znow ptasia niespodzianka. Teraz wlasnie z gniazd mlode wyprowadzily sikory i probuja uczyc je samodzielnego zdobywania pokarmu. No i tym razem mlody samczyk dikor mial wiele szczescia, bo mama uciekajac wychamowala i usiadla na plocie, a on wpadl mi do kuchni.Latal jak oszalaly, malo nie potluk mi filizanek, az w koncu usiadl na zyrandolu i przygladal mi sie. eby nie bylo zupelnego karambolu przestalam sie ruszac, a on skazystal z okazji i schowal sie w moje orchidee. Siedzial wcisniety miedzy doniki a kono, wiec wzielam go delikatnie w rece i wyszlam przed dom. Kiedy je rozchylilam jeszcze chwile siedzial i patrzyl na mnie, a jego mama obserwowala mnie z plotu, w koncu odlecial. Od wiosny mam urwanie glowy z mlodymi ptakami, a to wszystko przez sadzawke z liliami wodnym, ktore sluza za zbiornik wody pitnej i laznie. Tym razem skonczylo sie szczesliwie, ale juz w tym roku pare ptasich zwlok musielismy pochowac, bo czesto mlode ledwo latajace maja problem z naszymi wielkimi szklanymi drzwiami do kuchni, juz nie wspominam jak to jest jak rodzinka siedzaca przy obiedzie widzi takiego kamikaze rozbijajacego sie o szybe. Podskakujemy wszyscy nawet pies lezacy na dywaniku, pod samymi drzwiami. No coz takie jest zycie, a nauka koszuje. Lubie ten moj ptasi raj, bo sikory czyszcza mi wszystkie rosliny z mszyc o nawet drewniany plot jest obejrzany w celu zjedzenia najmniejszego latajacego paskudztwa. Moge gapic sie na to godzinami, juz nie wspominajac o tym jak to pies ma spólke do suchej karmy, ktora orzechwki karmia swoje mlode. Wyglada to przesmiesznie, bo stara siedzi w misce a towarzystwo na rancie i tylko pakuje im do pszczy po kawalku, a ja siedze ci czytam ksiazke a to sie wszystko dziej w poludnie 3 metry ode mnie. kiedys musze wziac kamere, bo to towarzystwo ptasie wogole sie nic nie boi, a kiedys jak wrocilam do domu to dzike golebie atakowaly mojego mezktory wiesal pranie. Widok nie do opisania to trzeba zobaczyc. Chyba musze miec wyciagnieta kamere, zeby miec dowod na to co tu opisuje. Za moimi plecami slychac ptasi koncert na wiele glosow, ale kotow nie ma, bo pies siedzi na dworze, wiec jest to przyjemny koncert, bo ptaki atakujace sa w odsluchu bardzo uciazliwe. Pozdrowionka zmykam do pracy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

życie jest do kitu

sobota, 07 lipca 2012 12:23

Wszystko jest przeciwko. Dzisiaj śpie do południa nie ma obcji,żebym wstała wcześniej, bo cały tydzień zrywałam się bladym świtem, znaczy sie o7. No co ja wiem, że kto rano wstaje temu pan Bóg daje, ale ja dziekuje za wszystko chcę tylko pospać, bo zaś pracuje do pólnocy. Ślubny poszedł do pracy, więc Jego budzik dzwonił 6.30. Nakryłam tylko uszy poduszką i wysłałam kopa kochanemu, coby wyłączyył to draństwo, bo i tak zasrane ptaszydła prują dzioby jak wściekłe już od 5, bo jak na złość koty wybrały się na polowanie,a pies ujada przez zamknięte drzwi kuchni, bo się kocury pętają po jego rewirach. Sama chciałam bo na cholerę mi było bajorko z liliami wodnymi, które służy za łażnie miejską ptaszydłą z całej okolicy. W południe jest fajnie jak widzisz kolejkę do kompieli, ale w wolną sobotę o 5 to jest przegięcie. Trzeba coś z tym zrobić. Nic to przewracam się nie mogę zasnąć, ale nie wstaje. Tak będę leżeć,aż zasne albo... . Nie nie wstanę do południa na znak protestu, bo dzień wolny jest po to, żeby zgniwać w wyrku do momentu aż gnaty zacznął boleć. Nic to jest 8.30 ja nie śpie, a pod zamkniętymi powiekami snują się jakieś koszmary jakby na jawie gdzieś na granicy przed znem, Brrrr!!!!! Nie podoba mi sie to wszytsko, jakieś horrory. Wszystko do luftu trza wstać, powlec się do kuchni zrobić kawę. No i tyle było mej radośći i planów sennych na dzień dzisiejszy, a miało być pięknie,a jest jak zwykle. Chodzę zakręcona jak słoik z dżemem, obijając się o sprzęty. Morda mi się dże. ech i tyle z mioch planów. Nic nawet taki prosty plan jak spanie do południa jest dla mnie nie do zrealizowania. W du... nie planuje nic, bo tylko rozczarowanie mnie czeka. Znowu???? Nawet w takiej prostej sprawie lufa w krzakach. Jaka jestem wściekła i śpiąca. Nic mnie się nie chce, jestem zmeczona. Nikt mnie nie kocha i wszystko przeciwko mnie, nawet mój pies, i za co ja mu jeśc daje??????? Chyba tylko po to, żeby niweczył moje senne marzenia. Czy ja tak dużo chce ???? Tylko pospać spokojnie do południa, by odrobic tygodniowe zaległości. Dlaczego nie mogę mieć tego czego pragnę???? Przecież kużwa nie chce bańki w totka, ważyc 55kg, mić gładką skórę i znowu 19 lat. Jestem sfrustrowana, zła i zmęczona, warcze na wzystkich. Postanowiłam kupe wiatrówkę tylko nie wiem czy na koty sąsiadów, czy może na ptaszydła, bo lilie zostają, bo są moje. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Ło mateczko

piątek, 06 lipca 2012 14:35

No to płakać mi się chce jak oglądam zdjęcia z Olszyny Lubańskiej. Tam mieszka moja kuzynaka. Popłynęła. Całe drzewo,które kupili na zime popłynęło razem z płotem, nie ma nawet jednej strzapki. Piwnica zalana pod sufit. Piec i wszystko co na dole stoi po czubek w piachu i mule. No nie mówiąć o maszynach i narzęziach. Garaż zalany po sufit, dobrze, że auto stało z drugiej strony domu to zdążyli wyprowadzić wyżej, a mieszkają nad samą rzeką płot przylegał bezpośrednio do koryta rzeki. Zaliczyli załamanie nerwowe, bo cała powódż trwała 3 godziny, a do tej pory nie mogą pozbyć się wody z piwnicy. Najbardziej żal mi tego, że nie mogę im pomóc, bo jestem 2000 km. Mogę tylko oglądać w internecie i tvn 24. To miejsce moich wakacyjnych przygód przez całe dzieciństwo, bo to dom mojej Świętej pamięci Babci. Kurteczka tak mi smutno. Mogę tylko patrzeć i zadzwonić i tyle. Diabli nadali bezsilność  jest gorsza jak co


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Oda do koperku zielonego

niedziela, 01 lipca 2012 22:37

Odbija mi się zielonym ogórkiem i koperkiem.Napakowałam się po kokardę mizerią. Uwielbiam koperek, dodaje do zup, ziemniaków, sałatek, sosów, chyba tylko kanapki są bez kopru. Aaaaa i desery..... Jak to dobrze, że moja rodzina uczestniczy w mym szaleństwie, bo inaczej czarno ich widzę.  Nie wiem czy istnije danie, do którego nie dodam koperku. Zupa pomidorowa z koprem jest mniami. Uwielbiam sałatkę z kapusty pekińskiej z koprem , majonezem, śmietaną, odrobiną czosnku i solą. Uwielbiam warzywa z masełkiem i koperkiem. Jestem maniakiem. Kocham ryż z cebulką smażoną na masełku  i koperkiem. Uwielbiam tarte buraki z odrobiną octu i koperkiem. Zasmażam burki z dodatkiem koperku. Koper, koper ponad wszystko i do wszystkiego.

P.S. Małżonek dopadnięty przez chorobę poobiednią, piłuje se rytmicznie rozparty w fotelu z giczałami na ławie. Trochę Mu zazdroszczę, że potrafi tak spać. Guzik prawda jestem oto zazdrosna jak cholera bo ja śpię jak mysz pod miotłą, byle szmer i jestem na nogach.  Jednak rozumie męża mego ślubnego, bo dziś byliśmy 4 godziny na szmacianych zakupach. Dziewczyny do Plu lecą więc trza uzupełnić szafę. Małżonek stwierdził, że woli 10 godzin rzucać tynk niż powtórzyć ten dzisiejszy rajd po sklepach. Ja też mam dosyć na bardzo długo. Dobrze, ze się udało kupić prawie wszystko, a drobiazgi dokupią w Plu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

ślimaki pouciekały

niedziela, 01 lipca 2012 21:33

Przypomniało  mi się jak kiedyś dawno temu moja Karusia bawiła się w dom ze ślimakami i jej pouciekły. Rozpacz była straszliwa, łzy ciekły jak stara rynna przy burzy,a syrena została włączona na całą wiochę, bo Karusia parę ma. Tak lekko sto decybeli, bez większego wysilku, za to mogę zabić, bez  zastanowienia. Jednak ja nie o tym chciałam. Ślimaki mi wpierniczyły moje bratki w kolorach tęczy. Ze trzy dni im zajęło podcięcie całej wielkiej skrzynki. Nim się zoorientowałam to jest grane to było  po wszystkim. Jak te bezdomne cholery je wyniuchały na parapecie???? Sama nie wiem, ale koniec końców skrzynka jest do wywalenia, bo tylko resztki smętne zostały. No i miarka się przebrała, jako przeciwnik chemii wszelkiej w moim doniczkowym ogrodzie złamałam się i pognałam po mordercze mikstury. Posypałam i z wielkim zadowoleniem patrzyłam na swoje dzieło. Po dwóch godzinach całe towarzystwo bezdomne i te z domkami popierniczało po moich świerzo umytych przez Miśka oknach. Nawet nie chce myśleć co mi powie jak się dopatrzy, ałć będzie bolało. Tak z rozpędu pojechałam po wszystkich doniczkach, a co jak szaleć to szaleć. Nie mam wyrzutów sumienia, żem morderca. Nawet tyci tyci. Teraz jak tylko przestanie lać to zajęmę się mszycami i innym świństwem.Clemastiny obrzarte lilie obrzarte, Róże obrzarte nawet groszek włupany. Nie wspomne o słoneczniku mojej córki, którego przyniosła ze szkoły jako małą szczepkę. Też go podcieły ślimaki. Koniec miłości teraz pestycydy. Guzik mnie obchodzi, że biedronki też padną. Zakwitły mi lilje wodne, ale mają tyle liści że ledwie odnalazłam kwiaty. Te bezdomne ślimaki zjadają wszystko nie patrzą na nic, zbieranie nic nie daje. Dlatego trzeba przejść do ofensywy i nie ma miłości, tata porąbał łożko. Ech cięzki tydzień był i zaczyna się nowy wcale mniej naładowany nie będzie. Skopana jestem jak koń po wyścigach, a tu jutro rano znów trza podnieść zwłoki i do roboty. Dziewczyny zaczeły wakacje. Działają na siebie jak płachta na byka. Tną się  z byle powodu. Pierą  się do krwi. Chomcio chodzi na kunk fu i jest większy od Karusi mimo, że młodszy od niej o cztery lata. Nic w tej dziewczynie instynktu samozachowawczego. Skacze do Chomcia i dostaje baty,ale nie wiele to zmienia, ciągle wygina i prowokuje Młodą. Jakoś wytrzymamy do 17 lipca, bo później to już Babcia i Dziadzio będą uczestniczyć w tych bojach. He he,he ale sami chcieli!!! Nic to kiedyś w końcu z tego wyrosną. Tak se myśle, przecież nic nie trwa wiecznie.  Nie???? 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

koniec lenistwa

niedziela, 24 czerwca 2012 21:54

Jak to jest że tyle lat jedliśmy frytki ze sklepu, aż kiedyś zabrakło. Obrałam ziemniaki i biegusiem dokroiłłam, usmażyłam i co się okazało, że nie mrożone ziemniaki mają zupełnie inny smak. Nie ma porównania. Niebo, a ziemia. Coś pięknego. Teraz nie ma mowy, żeby rodzinka tknęła te sklepowe. Tych domowych jedzą natomiast dużo więcej i z wielką przyjemnością. 5 kg ziemniaków poszło, a dalej można by było jeść. Jednak zdrowy rozsądek nakazuje zaprzestać dopasania mojej rodzinki. Obiecuje sobie, że nie tak szybko dam się namówić na frytki, ale sama mam na nie ochotę. Dlatego znów dałam się namówić i pachnę olejem, a łapki mnie bolą ale te zadowolone pyszczki warte są poświęceń. Poprostu ich kocham i co najgorsze kocham ich karmić. Sprawia mi to przyjemność. Ostatnim odkryciem jest ryż po meksykańsku z warzywami. Mój Misiek też w końcu na stare lata zaczął jeść ryż. Do tej pory jak był ryż czy zapiekanka z makaronem to chodził głodny i nafochany. Jednak od czasu kiedy zaczął gotować sam, smak Mu się zmienia. Jednak gar fasoli po brytońsku, obraca sam w ciągu 48 godzin. Dobrze, że fasole gotuje się szybko, kiedy fasola jest z puszki oczywiście, bo inaczej to zupełna klapa. Zapomniałam o najważniejszym mój Misiek umie robic pierogi ruskie z mięsem i kapustą czy grzybami. Fakt ja robię pięć, a On dwa,ale kiedy ja pracuje, to sam robi.  Ja robię w godzinę pierogów tyle, żeby nakarmić 6 osób i zostaje jeszcze 3 duże talerze do podjadania na zimno, co uwielbiają moje dzieci. Moich dwóch ZIęciów też uwielbia moje pierogi. Zawsze mówiłam, że nie będę robić pierogów póki żyje moja Mama, bo będą jeździć do Babci i Teściowej na takie cymesy. Jednak 2 tysiące kilometrów sprawiło, że mnie nie stać na wyjazdy po ruskie, więc złamałam daną sobie obietnicę. Jednak nie żałuje tego kiedy widzę moje wnuki jak wciągają pierożki. Zawsze się dziwiłam mojej Mamie, że Jej się chce stać przy garach i dziwaczyć, ale dziś już wiem co jest najważniejsze. Pełne brzuchy i uśmiech na zadowolonych pyszczydłach. Najfajniejsze jest to, że ja im pierogi, a oni stare filiżanki z talerzykami. W Plu zostawiłam kolekcje starej porcelany, ale tu urosła nowa. Przyjeżdżają do mnie filiżanki z całej Europy, a i sama szperam i znajduje wciąż nowe egzemplaże. Mam ich w domu już ponad setkę. Od małych miniaturek , po stare chińskie przeźroczyste i tak delikatne, ,ze strach ich dotykać. Jestem bardzo dumna, z mojej kolekcji, kedyś może coś pokażę. Cała rodzinka wie co należy mi kupić,  żebym była przeszczęśliwa. Mój MIsiek w Plu też kupił mi piękną stuletnią filiżankę chińską rosentala. Ot taki konik!!!O tym to chyba piszę pierwszy raz??????

P.S. Mąż mój ślubny ogląda mistrzowski mecz, a mnie jakoś takoś figę to interesuje, bo ja i tak wiedziałam, że wygrają Hiszpanie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 23 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  1 600 048  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

taka jaka jestem

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Malgorzata Walewska
"Canto ducelli"
By Inventive

Wi๊cej?

Statystyki

Odwiedziny: 1600048

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

WP.TV